Wiele osób w okresie jesiennego przesilenia odczuwa niechęć do podejmowania jakichkolwiek działań. Plucha za oknem połączona z niewysoką temperaturą nie zachęcają do opuszczenia domowych pieleszy. Wszelkie czynności wymagające większego wysiłku, niż ruszenie palcem w bucie spotykają się z dezaprobatą.
Najlepsi znajomi zdają się ginąć w blasku owładającej naszym umysłem nowej wizji na nadchodzące tygodnie. Prawdziwym przyjacielem zdaje się być komputer, kubek z kawą, ciastko i bohaterowie oper mydlanych. O ile szybko nie zakończymy przyjaźni z powyższymi, początkowe, złudne wrażenie odprężenia i relaksu przeistoczy się w zmorę rodem z niewybrednego koszmaru. Nasze gabaryty zaczną przybierać postać dziwnej, okrągłej kulki z wychodzącymi zeń kikutami, osłabionymi, niezdolnymi do wykonywania czynności, dla których zostały stworzone. A życiowa energia? Wyparuje wraz z wydobywającym się z filiżanki aromatem kawy.

Najtrudniejszy pierwszy krok…

Aby nie dać się jesiennej niemocy, na początek wymagany jest niewielki wkład własny w postaci postawienia pierwszego kroku. Inwestycja zaowocuje, jeśli konsekwentnie będziemy realizowali przyjęty plan naprawczy. Forsowne ćwiczenia aerobowe i siłowe odłóżmy na później. W początkowej fazie nie należy przesadzać, aby nie wystraszyć ospałego organizmu. Półgodzinny spacer na świeżym powietrzu w towarzystwie rozentuzjazmowanego znajomego powinien znacząco poprawić samopoczucie i zdolności percepcyjne umysłu. Argumenty racjonalne powinny zacząć do nas przemawiać. A jest ich bez liku… Oprócz walorów zdrowotnych (dotlenienie organizmu, wzmocnienie mięśni i stawów, lepsza przemiana materii, szybsze spalanie kalorii, większa sprawność fizyczna, lepsza kondycja) i estetycznych (zgrabniejsza sylwetka, uśmiech na twarzy wywołany przez własnej produkcji hormony szczęścia) dojdzie element satysfakcji z umiejętności zarządzania własnym czasem, który dotychczas bezkarnie przeciekał przez palce.

A życie przecież po to jest, żeby pożyć!

Czymże jest życie, bez małych przyjemności. Najważniejsze, by w czasie niesprzyjających warunków atmosferycznych robić to, co naprawdę lubi się robić. Lub spróbować tego, czego naprawdę chciało się spróbować. Najlepiej coś, co gwarantuje wystarczającą ilości ruchu, aby nasz zdrowy duch poczuł się dobrze w zamieszkiwanym ciele.

Dla urozmaicenia codzienności można zgłębić nie poznane dotąd obszary ludzkiej działalności. Niekoniecznie wszyscy muszą od razu stać się wielbicielami fitness klubów i hali pływackich, które są intensywnie promowane w obecnych czasach. Chociaż, nawiasem mówiąc, nie trudno o zakochanie się w tych miejscach i uczuciu towarzyszącym po ich opuszczeniu. Wie ten, kto spróbował choć raz!

A może długo odkładany kurs tańca? Nawet jeśli niekoniecznie walc i tango nas porywają, istnieją egzotyczne tańce jak chociażby belly dance, które czekają na poznanie. Ten egzotyczny taniec wpływa wygląd brzucha. Tańcząc, ćwiczymy nawet takie mięśnie, o których istnieniu się nam nie śniło. Talia osy to już nie nieosiągalne marzenie, w dodatku można ją uzyskać bez standardowych ćwiczeń, do których często odczuwamy awersję. Dodatkowym atutem jest nieobciążanie kręgosłupa, dzięki dokładnie ustalonej sylwetce podczas tańca.

Krótkie wyjazdy, chociaż z definicji są krótkie, potrafią na dłużej pobudzić nas do działania. Przyjemnym oderwaniem się od czterech ścian z pewnością będzie weekendowy wypad. Dokąd? Np. w góry! Jesienią? Oczywiście, że jesienią! Szlaki są wtedy mniej oblegane, szmer strumyku nie zagłuszany wrzaskami dzieci, kwatery w rozsądniejszych cenach, pot nie leje się z czoła. Ponadto, wg znawców, krajobraz górski jesienią jest najpiękniejszy…

A może morze? Czemu nie! Wprawdzie o opaleniznę łatwiej latem, natomiast prozdrowotnego nadbałtyckiego klimatu  i magii szumiących fal ująć nadmorskim kurortom nie można. Nawet złotą jesienią.

Ciepłe kraje także oczekują z otwartymi ramionami na zmarzniętych turystów z Polski. Niektórym z nas niedaleko do urządzeń napędzanych energią słoneczną. Kilka dni spędzonych w blasku południowego słońca może naładować nasze baterie na kilka miesięcy. Akurat, aby przetrwać jesień i kawałek zimy!

Dokąd jeszcze? Sądzę, że każdy zna takie specjalne miejsce. Miejsce, na którego wspomnienie nastrój się poprawia i chęci do życia wracają. Gdzie to? To nasze ulubione miejsce…

Świat stwarza wiele możliwości. Wystarczy tylko wybrać coś dla siebie spośród szerokiej gamy  asortymentu rozrywek i umilania czasu. Na dobrą sprawę - wszystko jest lepsze, od nicnierobienia. 

Podobne artykuły: