Dzień Kota obchodzony jest w Polsce dopiero od 2006 roku. Jego celem jest przede wszystkim propagowanie szacunku dla tych wspaniałych zwierząt.
Koty to indywidualiści- każdy z osobna ma swój własny charakter. Być może dlatego tak wielu ludzi uważa je za nieodgadnione i nieprzystępne. Jakkolwiek to zabrzmi- koty są bardzo ludzkie i tak jak my, ludzie, nie lubią, kiedy ktoś narzuca im swoja wolę. Zabawne jest to, że obserwujący nas i wychowywany przez nas od maleńkości kotek z czasem zacznie sądzić, że jest człowiekiem. Przykład? A myślicie,że z jakiego powodu kot przynosi swojemu panu upolowane i na wpół żywe jeszcze żabki, ptaszki i myszki? Z głodu? Nie. Kot dorastający przy człowieku uważa go za fatalnego myśliwego i chce, aby człowiek udoskonalił tę niezbędną (według kota, oczywiście) umiejętność polowania i niczym matka swoim kociętom, przynosi nam swoje zdobycze „do zabawy”. Taki jest troskliwy!

Troskliwością wykazują się również w innych sprawach. Koty doskonale wyczuwają nasze nastroje: radość, złość, smutek- potrafią się do nich odpowiednio ustosunkować i w chwilach np. smutku pocieszać nas po swojemu mrucząc, przymilając się, „całując” noskiem po twarzy. Dzięki swojej wrażliwości są w stanie wyczuwać ludzkie dolegliwości fizyczne, dlatego wiele głównie starszych osób (w tym i moja Babcia) powtarza, iż „koty są dobre na reumatyzm”. W rzeczywistości spokojne usposobienie kotów, tembr ich mruczenia, futro stworzone do głaskania, mają bardzo pozytywny wpływ na naszą psychikę i nastrój- uspokajają skołatane nerwy, obniżają stany lękowe, a temperatura ciała nieco wyższa od ludzkiego, niczym naturalny termofor łagodzi stany zapalne stawów. Dzięki tym szczególnym zdolnościom koty często wykorzystywane do terapii polegającej na kontakcie z nimi- felinoterapii.

Życie z kotem obfituje w wiele zabawnych sytuacji. Od pewnej pani usłyszałam historię, jak jej kot z uwielbieniem i rozkoszą reaguje na tłuczenie mięsa na schabowe- a nuż coś skapnie z tego mięsiwa i dla niego. Któregoś dnia wychodząc z nim na spacer (kotek spacerował po podwórku na smyczy) usłyszał jak sąsiadka z klatki tłucze kotlety- tak się wczepił w jej wycieraczkę, że pani przeciągnęła go na niej przez pół korytarza, a kot i tak nie dawał za wygraną. Ja natomiast przekonałam się, że przed jednym z moich kotów muszę chować wszelkie słodkie wypieki: począwszy od ciast, poprzez zwyczajne drożdżówki, na faworkach skończywszy. Żaden lukier i cukier puder nie uchowają się przed łakomym pyszczkiem Salwadora. Do dziś pamiętam, jak kilka lat temu oblizał wszystkie wielkanocne ciasta Babci- przyłapałam go na gorącym uczynku z lukrowymi soplami na wąsach. Ze strachu przed złością Babci, obsypałam ciasta nową porcją cukru pudru. Od tamtej pory nie zabieram też kotów jadąc do rodziny na święta. Ale raz do roku „mięknę” i właśnie 17.02 moje Tygrysy dostaną ode mnie po małym lukrowanym ciasteczku do polizania.

Wszystkie zdjęcia są udostępnione dzięki www.whitedreams.fotea.pl














































Podobne artykuły: