Przez ostatnie lata o Whitney Houston dopływały do nas dość smutne informacje. Do prasy trafiały zdjęcia, na których niegdyś wielka gwiazda światowego formatu, zaniedbana, pod wpływem narkotyków borykała się z uzależnieniem od heroiny. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze jej toksyczny niemal związek z mężem Bobbym Brownem.

Tabloidy rozpisywały się o jej stoczeniu na dno, publikowały raczej przygnębiające materiały w postaci zdjęć, na których Whitney wyglądała na zapuszczoną, brudną, zmarnowaną i spisaną raczej na straty kobietę- ćpunkę. A jednak teraz dobiegają do nas informacje, że udało jej się poskładać swoje życie, wyjść z nałogu i powrócić do świata show biznesu. Jak skończy się jej wielki powrót tego nie wiemy, jednak już od ponad dwóch tygodni w polskich sklepach pojawiła się jej nowa płyta, zatytułowana „I Look To You”.


Whitney Houston kojarzymy jako piosenkarkę pop i soul z lat 80-tych i 90-tych. Zadebiutowała albumem zatytułowanym „Whitney” z 1985 roku. W naszej pamięci szczególnie zapisała się jej rola w hicie ekranowym z roku 1992 pt. „Bodyguard”, a utwór “I Will Always Love You” stał się jej prawdziwą wizytówką. W dotychczasowej karierze piosenkarki sprzedała ponad 170 milionów płyt, singli i DVD na świecie. W dalszym ciągu jest wymieniana w Księdze Rekordów Guinessa jako “najczęściej nagradzana artystka wszech czasów”. W swoim dorobku posiada aż 411 nagród, w tym 6 nagród Grammy, 2 nagrody Emmy, 23 nagrody American Music Awards oraz 16 nagród Billboard Music Awards.

Nowa płyta z 2009 roku jest jej siódmym albumem i zarazem pierwszym po wydaniu multiplatynowej płyty „My Love Is Your Love”. Whitney powraca w nim odmieniona, bez zbędnych i wygórowanych emocji. Śpiewa o sobie i o tym, co przeszła, jej głos nie brzmi już tak jak dawniej, nie jest już aż tak silny i odważny. W pracy przy albumie zaangażowani byli także młodzi twórcy, m.in: Ne-Yo, Akon, Swizz Beatz, czy Alicja Keys.

Myślę, że w jesienny wieczór warto sięgnąć po ten album i wsłuchać się w teksty kogoś doświadczonego przez życie, kto znalazł na tyle siły, by powrócić do normalnego życia i znów zacząć robić to, co kocha. Miejmy nadzieję, że jest to faktycznie prawda i nie jest to jedynie sprytny chwyt marketingowy, którego celem jest zarobek na wykreowaniu upadłej i powoli zapomnianej wielkiej gwiazdy…





Podobne artykuły: