Wczorajszy dzień spędziłam na zakupach. W poszukiwaniu sukienki idealnej, gdzieś między jedną a drugą przymierzalnią, zastanawiałam się o czym mogłabym napisać. Myślałam dość długo (wiem, bo od przymierzonych sukienek zdążyły naelektryzować mi się włosy) i uważnie rozglądałam się dookoła. Co zobaczyłam?
Wielkie centrum handlowe, pełne kolorowych wystaw, uroczych dodatków i ubrań w każdym rozmiarze, a w nim zmęczonych, zabieganych ludzi. Puste oczy, ściągnięte usta i nerwowe spoglądanie na zegarek, który, nie wiedzieć czemu, nie chce zatrzymać czasu. Uświadomiłam sobie, że być może jestem jedną z nielicznych osób, która naprawdę cieszy się, że może być na zakupach. Że w końcu ma na to czas.

W kolejce do kasy (sukienka idealna, choć nieco inna niż początkowo zakładałam, w końcu się znalazła) obserwowałam pewną elegancką kobietę, która, nie patrząc kasjerowi w oczy, podała mu kartę, po czym pospiesznie zabrała torby z zakupami i wyszła. Zabrakło mi w tym wszystkim radości. Choćby małego uśmiechu, który pokazywałby zadowolenie z nowo zakupionych rzeczy.

I wbrew pozorom nie chodzi tu w cale o zakupy, a o to, co tak naprawdę nas cieszy. Czy skupiamy się na tym, co dobre w naszym życiu? Czy często z wdzięcznością myślimy o tym, że mamy pracę, dom, męża, dzieci, przyjaciół? Czy może wciąż, i wciąż, kierujemy nasze myśli w stronę tego, czego jeszcze, albo już, nie mamy?

Kilka late temu przeczytałam jedno z króciutkich opowiadań Paulo Coelho zamieszczone w jakiejś gazecie, o uczniu, który zapytał swojego mistrza co jest najzabawniejszego w człowieku. Ten odparł mu, że człowiek myśli zawsze na odwrót - spieszy się, żeby dorosnąć, a potem wzdycha za utraconym dzieciństwem. Traci zdrowie w pogoni za pieniądzmi, by wkrótce stracić wszystkie pieniądze ratując zdrowie. Myśli tak żarliwie o przyszłości, że nie troszczy się o dzień dzisiejszy, i tym sposobem nie potrafi żyć ani teraźniejszością, ani przyszłością. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć i umiera tak, jakby w ogóle nie żył.

Jest w tym sporo racji, prawda? Mam wrażenie, że żyjemy trochę zbyt szybko i zbyt intensywnie, by móc naprawdę cieszyć się życiem. Wciąż do czegoś dążymy i nieustannie czegoś pragniemy. Czegoś nowego, lepszego, szybszego czy ładniejszego. Może się nawet wydawać, że radość to strata czasu.

A przecież tyle już mamy. W życiu każdego z nas jest wiele dobrego. I jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, znajdźmy czas, żeby docenić to, co już mamy. To, co dobre.


Podobne artykuły: