Odpowiedź na to i inne głębokie pytania dotyczące kruchości życia, seksualności i sensu istnienia z pewnością padnie z ust głównego bohatera nowego filmu Woody'ego Allena "Co nas kręci, co nas podnieca".

Pomimo tego, że za oknem powinniśmy mieć teraz piękną wiosnę jakoś za ciepło nie jest. Kiedy wieczorami nie mamy pomysłu na spędzenie czasu proponuję wybrać się do kina na film Allena, który zapewni wysoką dawkę dobrego humoru.

Woody Allen słynie z nieprzeciętności swych filmów. Jego ostatnie dzieło pt."Vicky Cristina Barcelona" okazało się prawdziwym fenomenem. Nie słyszałam chyba negatywnej opinii na jego temat. W tym roku reżyser zaproponował nam zupełnie inną dawkę humoru, ale pozostał wierny tematyce relacji damsko-męskich. Umiejscowił je jednak w dość nieszblonowy sposób.

Akcja filmu nie toczy się w żadnym egzotycznym zakątku świata, a w dużym mieście na Manhattanie. To właśnie tam mieszka podstarzały i zgorzkniały główny bohater Boris (Larry David ). Już w pierwszej scenie zaczyna opowiadać nam o swoim życiu i w bardzo ekspresyjny sposób wygłasza swoje poglądy życiowe. Wydawałoby się, że Boris nie lubi życia, nie lubi ludzi. Wszystko go denerwuje, a najbardziej głupota ludzka. Na wszystko ma odpowiedź. Pomimo tego, że ma w sobie wiele z geniusza (zajmował się fizyką kwantową) łatwo wpada w frustrację, nie ma nikogo bliskiego, śpi przy zapalonym świetle i cierpi na ataki hipochondrii. Pomimo tego wszystkiego od razu zyskuje sympatię widza, którego intryguje historia nietuzinkowego bohatera.

Życie Borisa zostaje wywrócone do góry nogami, gdy pod jego drzwiami pojawia się młoda uciekinierka Melody (Evan Rachel Wood ). Nie ma co ze sobą zrobić, dlatego do momentu, kiedy znajdzie jakąś pracę i dach nad głową, Boris pozwala jej się u siebie zatrzymać. Melody szybko zadomawia się u naszego geniusza i momentalnie chłonie jego filozofię, którą po czasie pojmuje również za swoją. Jej fascynacja Borisem przeradza się powoli w głębsze uczucie...

Akcja filmu nabiera tempa, gdy w Nowym Jorku pojawiają się kolejno matka, a później ojciec Melody. Trafiają do domu Borisa w poszukiwaniu zaginionej córki. Wielkie miasto robi swoje i wyzwala w rodzicach dziewczyny prawdziwe żądze. Zwłaszcza Marietta z prowincjonariuszki przeradza się w wyłuzdaną artystkę, której nie przeszkadza życie w trójkącie.

"Co nas kręci co nas podnieca" nie jest filmem akcji ani czarną komedią, choć w wielu momentach możemy śmiać się do rozpuchu, gdy wciąż mamy wrażenie, że Boris swoje czasem irracjonalne teorie próbuje przekazać każdemu z nas z osobna. Zabieg, jaki zastosował reżyser okazuje się strzałem w 10!

Woody Allen po raz kolejny zasługuje na oklaski.


Podobne artykuły: