Gródek to wieś pachnąca rozgrzanymi przez słońce ziołami. Miejsce małych radości i niewielkich smutków, spokojne i harmonijne, gdzie czas odmierzają msze w kościele i wieczorne dysputy w barze.

Ludzie żyją z dnia na dzień, a ksiądz może więcej niż wójt. Ten trwający od lat porządek burzy śmierć starego proboszcza. Do Gródka musi przyjść ktoś nowy!

Gdy na plebanii pojawia się ksiądz Rafał, cała wieś huczy od plotek. Młody i przystojny proboszcz to w Gródku prawdziwa sensacja! Zdania parafian są podzielone, a na biurku biskupa ląduje coraz więcej donosów. Jednak mieszkańcy z zaskoczeniem zauważają, że od przybycia księdza Rafała coś się zmienia. Godzą się wrogowie, ludzie uznawani za przegranych odzyskują sens życia. Gdy dodać do tego nabożeństwo w intencji Elvisa Presleya - wniosek jest jasny. Nastają nowe czasy, które nie każdemu mogą się podobać.

Fragment:

Woźnica odrzucił niedopałek i ruszył na peron. Na niewielkiej stacyjce było prawie pusto. Lokomotywa sapnęła potężnie i wypuściła obłok pary, zazgrzytały hamulce. Z wagonów wysiadło zaledwie kilka osób. Woźnica na próżno szukał pomiędzy nimi kogokolwiek w sutannie. Wtem z okna jednego z wagonów wyfrunął na peron spory, biały worek na który po chwili opadł słomkowy kapelusz. Chwilę później w drzwiach pojawił się bardzo wysoki, szczupły ksiądz. Musiał mieć chyba ze dwa metry wzrostu, w jego ciemnych, krótko obciętych włosach pobłyskiwała w słońcu pierwsza siwizna. Woźnica dobiegł do niego akurat w chwili gdy kapłan z walizką i torbą podróżną zszedł ostrożnie po stopniach i stanął na peronie.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Ksiądz proboszcz Rafał Nowina?
Ksiądz uśmiechnął się. Spojrzał przyjaźnie z wyżyn swoich dwóch metrów na niskiego woźnicę.
- Na wieki wieków amen, to ja. Bóg zapłać za to, żeście po mnie wyjechali.
- A gdzie księdza proboszcza bagaże? Do konduktora trzeba iść, żeby wagon otworzył.
- Jaki wagon?- nie zrozumiał Rafał.
- No bagażowy, przecież ksiądz proboszcz ma chyba jakieś rzeczy?
- Tylko to, co tutaj – Rafał omiótł wzrokiem swój dobytek zatrzymując ułamek sekundy dłużej spojrzenie na walizce, by przenieść je następnie na zaskoczonego woźnicę. Ten szybko opanował zdumienie.
- Nawet jeden wóz by wystarczył, a my we dwa...
- To dobrze, konie mniej się zmęczą. Proszę mi tylko pomóc z walizką, worek i torbę sam zabiorę.
Woźnica ochoczo podszedł do walizki, sięgnął do uchwytu i szarpnął energicznie. Walizka ani drgnęła.


Najczęściej zadawane pytania



Podobne artykuły:


Wersja do druku