Co może się zdarzyć, kiedy szczęśliwa w małżeństwie, czterdziestoletnia matka czwórki świetnych dzieciaków w żartach napisze do brytyjskiego muzyka, idola własnej córki? Tego, jak życie Natalii wywróci się po tym do góry nogami ni spodziewa się nikt, a już najmniej ona, starzejąca się kura domowa.
„Nell” to nie tylko debiut literacki Anny Rybkowskiej, ale również jedna z dwóch nagrodzonych w Igrzyskach Literackich wydawnictwa Red Horse książek z nurtu literatury kobiecej. Oznacza to, że spośród wszystkich nadesłanych tekstów jury składające się z Zofii Staniszewskiej (autorki „Czarownicy z Radosnej”), Marioli Zaczyńskiej („Gonić króliczka”) i Kamili Michałowskiej (była recenzentka portalu Wirtualna Polska) wybrało właśnie książkę pani Rybkowskiej. Nie ulega więc wątpliwości fakt, że „Nell” musiała mieć w sobie coś, co urzekło wszystkie trzy jurorki, których gusta jednak od siebie odbiegają (Staniszewska pisze jak Olga Tokarczuk zaprzyjaźniona z Bruno Szultzem, Zaczyńska to znów polska Helen Fielding, a z kolei Michałowska deklaruje miłość do Gombrowicza).

Czas, by wyrazić własne zdanie. Nie jest łatwo napisać recenzję takiej książki, jak „Nell”. Niemal zaraz za pierwszą stroną zaczyna nam się powieść kontrowersyjna, która może wywołać święte oburzenie i mnóstwo zarzutów ze strony krytyków literackich, jak i samych czytelników. No bo temat kobiet zdradzających mężów jest nadal uważany za tabu, a w tej powieści pojawia się jeszcze na dokładkę wątek porzucenia czwórki dzieci i uwiedzenia przez demona w ludzkiej skórze. Tytułowa Nell dla młodego, sławnego, bogatego, dzikiego i zupełnie nienasyconego kochanka zostawia za sobą całe dawne, ustabilizowane życie, by w Anglii pławić się w luksusie, kupować ubrania słynnych projektantów i odwiedzać najmodniejsze miejsca dla ludzi z najwyższej półki showbizu.

Przez pierwsze kilka stron powieści ma się wrażenie, że będzie to kolejna sielanka o życiu w wielodzietnej rodzinie. Później pojawia się wątek jak z marzeń nastolatki, gdzie charyzmatyczny idol schodzi z plakatu i staje się osobą z krwi i kości, która głównej bohaterce przychyliłaby nieba. Następnie czytelnik, w zasadzie razem z bohaterką zastanawia się nad tym, jak powinno się postąpić, bo sytuacja wcale nie jest jednoznaczna. Choć rozsądek nakazuje zostać z rodziną, to jednak młody, demoniczny Apollo z Londynu skrada Nell serce i sprawia, że swój żal wyładowuje na ukochanych dzieciach. Kompletnie zdemoralizowany dla strażników cnotliwości środek powieści przechodzi płynnie w jej gorzki zmierzch. Czytając „Nell” bardzo bałam się tego końca, bo nie chciałam być zmuszona do napisania o debiucie Rybkowskiej źle. Jako fanatyczce horroru bardziej podobałby mi się diabelski zwrot akcji, którego możliwość pojawiła się na jednej z ostatnich stron, ale, jeśli przyjąć, że wątek nadnaturalny nie wchodził w grę, autorka nie mogła wybrać lepszego zakończenia.

Jako była już nastolatka, której marzyło się, żeby co poniektóry gwiazdor zszedł z plakatu, nie mogę napisać złego słowa o „Nell”. Za to chciałabym zauważyć, że pomimo całych ton romansideł, które zalegają na półkach księgarń, wątek kury domowej wykradzionej przez bożyszcze tłumów i przeniesionej w świat high life'u do tej pory się nie pojawił, a czytanie o całkowitej transformacji pewnej czterdziestolatki jest po prostu fascynujące. Wszystkim przyszłym krytykom Rybkowska właściwie zatyka usta, za pośrednictwem Nell, która sama siebie próbuje tłumaczyć.

To trudna książka, w której nie ma miejsca na dobre wybory, niczym nie skrępowaną radość i prawdziwe happy endy. Za dużo tu goryczy i rozczarowań, żeby móc nazwać „Nell” romansidłem. Jest to powieść, przy której można się rozmarzyć, powściekać na główną bohaterkę, pouczyć brytyjskiej kultury i poczytać o wierzeniach Celtów. Mieszanka, o dziwo, zupełnie lekkostrawna, o ile tylko wyłączyć własne oburzenie.


Najczęściej zadawane pytania



Podobne artykuły:


Wersja do druku