Są pewne granice tego, co płomiennoruda piękność może zrobić swemu ukochanemu wbrew jego woli. Przemienienie go w wampira jest, jak by nie patrzeć, poniżej wszelkiej krytyki. Po pierwsze, nie dała mu możliwości nabrania masy mięśniowej na siłowni, a po drugie nie chce nawet wsmarować mu równo samoopalacza, by ukryć niezdrową bladość młodzieńczego ciała. "Ssij, mała, ssij" to dalszy ciąg przygód wampirzycy Jody, wiecznie napalonego Tommy’ego, broniącego ludu San Francisco Cesarza i niepoprawnych Zwierzaków. Jak na stereotypowy sequel przystało, jest tu jeszcze więcej seksu, przemocy, krwi, brutalnych scen... i śmiechu. Pewnie i bez dodawania mrocznej emo-szesnastolatki ze swoim pamiętnikiem oraz prostytutki o niebieskiej skórze druga część "Krwiopijców" nie rozczarowałaby fanów Moore’a. Tommy udający Lorda Flooda i osiemsetletni Elijah Ben Sapir zakochany w żółtym, poliestrowym dresie są wystarczającym powodem do uciechy.

Ogólnie rzecz ujmując, "Ssij, mała, ssij", jak z kontynuacjami komedii bywa, jest bardziej głupiutka, ale tylko odrobinkę, więc nie jest to problem. Za to humor Moore’a jak zawsze poprawia nastrój.


Najczęściej zadawane pytania



Podobne artykuły:


Wersja do druku