Breakfast at Hammersmith Part VIII - Po roku...
Spis treści
Autor Joanna Boguszewska
Już od roku toczę boje emigracyjne. Czas jest pojęciem względnym, a na pewno w Londynie. Czas biegnie tu znacznie szybciej, czasem myślę że na wspomagaczu. Nie wierzę że minął już rok!
Pora na wnioski, jako że minione 12 miesięcy obfitowało w wydarzenia wszelkiego rodzaju, miłe i nieco mniej. Przede wszystkim poznałąm nowy typ ludzi – WYSPIARZY.
Po pierwsze, drodzy rodacy, wcale nie pijemy najwięcej. Jest to opinia barmanki, która sporo się naoglądała pracująca za ladą. Przykładem niech będzie Paul, odwiedzający pub regularnie trzy dni w tygodniu, którego minimum to na wstępie jakieś 7 piw oraz przynajmniej tyle samo wódek z kolą na deser. Całość okraszona oczywiście monstrualną ilością papierosów. Polskie jedzonko jest najlepsze, o czym coraz częściej przekonują się Wyspiarze. Szyneczki, kiełbaska, chlebek...mniam. Dysponuje Brytania swoimi wersjami wędlin poniżej 2 % tłuszczu (to już chyba jest papier), napompowanym pieczywem i odmianą dietetyczną absolutnie wszystkiego. Polak potrafi, oj potrafi, a na obczyźnie rozwija swe zdolności. Wtajemniczeni wiedzą o czym mowa, odsyłam do jednego z poprzednich odcinków „Breakfast at Hammersmith”. Jednym z najbardziej zaskakujących odkryć jest fakt, iż znajomość języka nie jest wcale absolutną koniecznością. Gro emigrantów ledwo duka po angielsku, Kali chcieć jeść, a jakoś sobie radzi. I Kali je . Jesteśmy narodem numer XXX najeżdżającym UK, ale wzbudzamy więcej kontrowersji niż większość emigracyjnych nacji. Porównywani jesteśmy z Irlandczykami, którzy podzielili podobny los dekady temu. A jedyne czego chcemy to pracować, zarabiać i płacić podatki. Czy to zbyt wiele? W dobie tanich środków transportu miasta jak Londyn stają się po prostu kolejnym do wyboru miejscem w którym zaczyna się dorosłe życie. Pochodzę z małej miejscowości, do której na stałe już nie wrócę, wyjechałam po prostu „do miasta za chlebem”. Dlaczego Londyn a nie np Poznań? Londyn dzielą z Polską dwie godziny lotu, do Poznania musiałabym jechać dwie godziny pociągiem. Metropolie wciągają, miasto które nigdy nie śpi uwodzi. Tyle się dzieje, że aż trudno dokonać wyboru co ze sobą zrobić wieczorem. Teatr? Kino? West End? A może rejs barką? W Londynie można się zatracić, i nie przeszkadza mi to. Emigracyjny żywot bywa ciężki, ale obfituje również w niezliczenie wiele atrakcji. Każdy dzień przynosi coś nowego, lekcję życia w dżungli. Relacja z kolejnej lekcji wkrótce!
Wersja do druku
Po pierwsze, drodzy rodacy, wcale nie pijemy najwięcej. Jest to opinia barmanki, która sporo się naoglądała pracująca za ladą. Przykładem niech będzie Paul, odwiedzający pub regularnie trzy dni w tygodniu, którego minimum to na wstępie jakieś 7 piw oraz przynajmniej tyle samo wódek z kolą na deser. Całość okraszona oczywiście monstrualną ilością papierosów. Polskie jedzonko jest najlepsze, o czym coraz częściej przekonują się Wyspiarze. Szyneczki, kiełbaska, chlebek...mniam. Dysponuje Brytania swoimi wersjami wędlin poniżej 2 % tłuszczu (to już chyba jest papier), napompowanym pieczywem i odmianą dietetyczną absolutnie wszystkiego. Polak potrafi, oj potrafi, a na obczyźnie rozwija swe zdolności. Wtajemniczeni wiedzą o czym mowa, odsyłam do jednego z poprzednich odcinków „Breakfast at Hammersmith”. Jednym z najbardziej zaskakujących odkryć jest fakt, iż znajomość języka nie jest wcale absolutną koniecznością. Gro emigrantów ledwo duka po angielsku, Kali chcieć jeść, a jakoś sobie radzi. I Kali je . Jesteśmy narodem numer XXX najeżdżającym UK, ale wzbudzamy więcej kontrowersji niż większość emigracyjnych nacji. Porównywani jesteśmy z Irlandczykami, którzy podzielili podobny los dekady temu. A jedyne czego chcemy to pracować, zarabiać i płacić podatki. Czy to zbyt wiele? W dobie tanich środków transportu miasta jak Londyn stają się po prostu kolejnym do wyboru miejscem w którym zaczyna się dorosłe życie. Pochodzę z małej miejscowości, do której na stałe już nie wrócę, wyjechałam po prostu „do miasta za chlebem”. Dlaczego Londyn a nie np Poznań? Londyn dzielą z Polską dwie godziny lotu, do Poznania musiałabym jechać dwie godziny pociągiem. Metropolie wciągają, miasto które nigdy nie śpi uwodzi. Tyle się dzieje, że aż trudno dokonać wyboru co ze sobą zrobić wieczorem. Teatr? Kino? West End? A może rejs barką? W Londynie można się zatracić, i nie przeszkadza mi to. Emigracyjny żywot bywa ciężki, ale obfituje również w niezliczenie wiele atrakcji. Każdy dzień przynosi coś nowego, lekcję życia w dżungli. Relacja z kolejnej lekcji wkrótce!
Najczęściej zadawane pytania
Podobne artykuły:
Wersja do druku
Szukaj
Klasyka z pazurem. Jak minimalistyczny T-shirt z logo buduje całą stylizację?
Niektóre elementy garderoby mimo upływu lat nie tracą swojego znaczenia i wciąż pozostają podstawą wielu stylizacji. Klasyczny T-shirt z wyrazistym
Zegarek jako prezent – jak dobrać model do stylu i wieku obdarowanej osoby?
Zegarek jest jednym z tych prezentów, które łatwo uznać za klasyczne, ale trudno wybrać naprawdę dobrze. Nie wystarczy zdecydować, czy ma by
Dzień Psa: o czym warto pamiętać, by pies był zdrowy i szczęśliwy?
1 lipca obchodzimy Dzień Psa – święto naszych czworonożnych towarzyszy. To dobra okazja do przypomnienia, że o ich dobrostan powinniśmy dbać każde
Progesteron – czym jest i jaką rolę pełni w organizmie kobiety?
Progesteron to jeden z kluczowych hormonów żeńskich, który reguluje cykl menstruacyjny, umożliwia zajście w ciążę i jej utrzymanie. Jego po
Czy da się oswoić śmierć? Kobiety i literatura o przemijaniu
Kiedy ostatnio rozmawiałaś z kimś bliskim o śmierci – swojej własnej, nie cudzej? Nie o chorobie, nie o pogrzebie sąsiadki, ale o tym, co czujesz, k




