BREAKFAST AT HAMMERSMITH - PART ONE
Spis treści
Autor Joanna Boguszewska
No i stało się – dołączyłam do wielomilionowej rzeszy polskich emigrantów, którzy bynajmniej nie spijają herbatki u królowej o 5 po południu. Za chlebem przygnało mnie na Wyspy (to cytat z mojej mamy). Czy nie ma dla mnie pracy w Polsce nie wiem, jakimś dziwnym zrządzeniem losu prosto z pracy sezonowej trafiłam do Londynu. Jadam więc teraz śniadania na tarasie jednego z budynków na Hammersmith, nieco zagubiona niczym bohaterka powieści Trumana Capote.
Moment opuszczenia rodzinnego gniazdka przychodzi nieuchronnie. Mimo pięciu lat tułania się po akademikach i jako tako samodzielnego życia decyzja o wyjeździe była bardzo trudna. Więc drodzy moi liczni znajomi i nieznajomi powstrzymajcie się proszę od komentarzy z których wnioskować można, że złapałam pana Boga za nogi. Tak wcale nie jest. A czy kiedyś uda mi się chociaż musnąć mały palec Jego lewej stopy – zobaczymy. Mała rada dla wszystkich podróżujących na Wyspy, wypływająca z dobroci serduszka mego i traumatycznych przeżyć własnych. Nawet nie myślcie o autokarze! Aż jeden na wszystkich spotkanych przeze mnie w Londynie Polaków zdecydował się na więcej niż jeden survival made in autosan. Ja sama dotarłam na Victoria Coach Station po ponad 26 godzinach podróży opóźnionej przez polskich celników, korki na przejściach granicznych i zatłoczony Londyn. Nigdy więcej! Przebudziwszy się po nocy spędzonej na fotelu autokaru gotowa byłam zostać dawcą każdego obolałego członka mojego ciała. Na szczęście pani pilotka rozdawała gorącą wodę, która w połączeniu z gratisem od przewoźnika pozwoliła się pokrzepić. Co 4 godzinki rozprostowanie kości na CPN-ie i ciąg dalszy eurotripu. Gdy opuściłam autokar nie wiedziałam z czego bardziej się cieszę, dotarcia na miejsce, spotkania z psiapsiułą czy z faktu, że nie wracam na znienawidzone po ponad. 24 godzinach jazzzdy miejsce siedzące. W takim oto nastroju zawitałam do Londynu. Stówa dla każdego, kto zgadnie, jaki język usłyszałam jako pierwszy po wyjściu na ulicę. Nie moi drodzy, nie był to angielski opatrzony ciężkim do strawienia akcentem, ale POLSKI! Hahaha! Czy to nie zakrawa na kpinę? Nie rozpędza do paradoksu? W etnicznej mieszance, jaką jest Londyn, Polacy to tylko składowa wśród przedstawicieli różnych religii, narodowości, kolorów skóry. Rzadziej niż można by się spodziewać słychać tu angielszczyznę bez naleciałości. Stałam się więc w taki sposób jedną z wielu kaleczących ojczysty język potomków Brytów i szukam siebie w tym Mieście, Które Nigdy Nie Śpi. Im aeting breakfast at hammersmith and thinking,CO JA TU DO CHOLERY ROBIĘ? Pozdrawiam was gorąco, drodzy czytelnicy female.pl, z dachów Londyńskich i znad kubka ohydnej, brytyjskiej kawy. Trzymajcie kciuki za moje tutejsze poczynania. Czuję, że będę tego potrzebowała... Do miłego!
Wersja do druku
Moment opuszczenia rodzinnego gniazdka przychodzi nieuchronnie. Mimo pięciu lat tułania się po akademikach i jako tako samodzielnego życia decyzja o wyjeździe była bardzo trudna. Więc drodzy moi liczni znajomi i nieznajomi powstrzymajcie się proszę od komentarzy z których wnioskować można, że złapałam pana Boga za nogi. Tak wcale nie jest. A czy kiedyś uda mi się chociaż musnąć mały palec Jego lewej stopy – zobaczymy. Mała rada dla wszystkich podróżujących na Wyspy, wypływająca z dobroci serduszka mego i traumatycznych przeżyć własnych. Nawet nie myślcie o autokarze! Aż jeden na wszystkich spotkanych przeze mnie w Londynie Polaków zdecydował się na więcej niż jeden survival made in autosan. Ja sama dotarłam na Victoria Coach Station po ponad 26 godzinach podróży opóźnionej przez polskich celników, korki na przejściach granicznych i zatłoczony Londyn. Nigdy więcej! Przebudziwszy się po nocy spędzonej na fotelu autokaru gotowa byłam zostać dawcą każdego obolałego członka mojego ciała. Na szczęście pani pilotka rozdawała gorącą wodę, która w połączeniu z gratisem od przewoźnika pozwoliła się pokrzepić. Co 4 godzinki rozprostowanie kości na CPN-ie i ciąg dalszy eurotripu. Gdy opuściłam autokar nie wiedziałam z czego bardziej się cieszę, dotarcia na miejsce, spotkania z psiapsiułą czy z faktu, że nie wracam na znienawidzone po ponad. 24 godzinach jazzzdy miejsce siedzące. W takim oto nastroju zawitałam do Londynu. Stówa dla każdego, kto zgadnie, jaki język usłyszałam jako pierwszy po wyjściu na ulicę. Nie moi drodzy, nie był to angielski opatrzony ciężkim do strawienia akcentem, ale POLSKI! Hahaha! Czy to nie zakrawa na kpinę? Nie rozpędza do paradoksu? W etnicznej mieszance, jaką jest Londyn, Polacy to tylko składowa wśród przedstawicieli różnych religii, narodowości, kolorów skóry. Rzadziej niż można by się spodziewać słychać tu angielszczyznę bez naleciałości. Stałam się więc w taki sposób jedną z wielu kaleczących ojczysty język potomków Brytów i szukam siebie w tym Mieście, Które Nigdy Nie Śpi. Im aeting breakfast at hammersmith and thinking,CO JA TU DO CHOLERY ROBIĘ? Pozdrawiam was gorąco, drodzy czytelnicy female.pl, z dachów Londyńskich i znad kubka ohydnej, brytyjskiej kawy. Trzymajcie kciuki za moje tutejsze poczynania. Czuję, że będę tego potrzebowała... Do miłego!Najczęściej zadawane pytania
Podobne artykuły:
Wersja do druku
Szukaj
Trendy w kocach na 2026 rok – jakie koce będą najmodniejsze?
Koc w salonie dawno przestał być wyłącznie praktycznym okryciem na chłodne wieczory. Dziś to pełnoprawny element aranżacji wnętrza, który potraf
Rewolucja w Twojej pralni – odkryj moc perełek zapachowych i ciesz się świeżością przez tygodnie
Czy znasz to uczucie rozczarowania, gdy wyjmujesz z szafy ulubiony sweter lub komplet pościeli dla gości, a one zamiast pachnieć świeżością, mają specyf
Leki na zapalenie zatok – jakie opcje leczenia są dostępne?
Zapalenie zatok to częsta dolegliwość, która potrafi skutecznie utrudnić codzienne funkcjonowanie. Zatkany nos, ucisk w okolicy twarzy i ból g
Nocna ekonomia miast - kto pracuje, kiedy inni śpią?
Pojawiająca się nad miastem noc rzadko oznacza zatrzymanie życia. W wielu miejscach to moment, w którym światła przygasają, ale aktywność gospoda
Jakie są objawy i skutki zbyt wysokiego poziomu kortyzolu? Co zrobić, by obniżyć jego poziom?
Kortyzol, nazywany „hormonem stresu”, jest jednym z kluczowych regulatorów homeostazy. W sytuacjach zagrożenia współdziała z adrena




