Mówi się, że co dwie głowy to nie jedna. I dobrze się mówi, bo właśnie to oto powiedzenie stało się ideą szalenie modnej dziś burzy mózgów, czyli Mastermind.

Wszystko zaczęło się od książki „Myśl i Bogać się” Napoleona Hilla. Spośród wielu praw sukcesu, jakie wymienia on w swojej książce, znalazło się enigmatycznie brzmiące „posiadanie trustu mózgów” (ang. Brains Trust). Terminu tego użyto tak naprawdę po raz pierwszy podczas kampanii prezydenckiej F.D. Roosevelta w 1932 roku, kiedy to na jej okoliczność powstała 3-osobowa grupa doradców przyszłego prezydenta. Dzisiaj trust mózgów oznacza dokładnie grupę osób, z którymi można porozmawiać m.in. o swoim zawodowym problemie. Celem takiego doradztwa jest oczywiście osiągnięcie konkretnego celu, jak spełnienie swojej ambicji, bądź wyjście z trudnej sytuacji. Tak oto powstał Mastermind.

Mastermind nie ma do końca jednej, sprecyzowanej do końca formuły. Mówi się, iż narodził się on z potrzeby skupienia w jednym miejscu osób, które „chciałyby wiedzieć” i które „chciałyby pomóc i służyć innym swoim doświadczeniem”.  „Nasze spotkania nie służą do tego, aby zapytać o to, jak się zachować na randce. To wspólny dialog, dotyczący planów zawodowych i naszych ambicji” – mówi Sandra Waszniewska, jedna z propagatorek spotkań Mastermind w Warszawie. „Nie ma znaczenia kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Ważny jest problem, a co za tym idzie porada, jak sobie z nim poradzić i wsparcie. Chodzi o to, by pomóc sobie nawzajem w prowadzeniu własnego biznesu czy też uporać się z zawodowymi bolączkami. Nazwałabym to biznesowym wsparciem” – dodaje Waszniewska.

A wygląda to tak. Raz w miesiącu, najczęściej w kawiarnianej atmosferze przy dobrym ciastku i pysznej kawie, każda z uczestniczek przedstawia swój problem. Nie zawsze musi być to prośba o opinię. Czasami wystarczy opowiedzieć o wyzwaniu, jakie nas czeka. Mówi się o tym, co gnębi bądź frustruje. Główną częścią spotkania jest omówienie tych problemów, które zostały zgłoszone. Każda uczestniczka wypowiada się o każdym z zadanych problemów i proponuje własne rozwiązanie, bądź wygłasza swoją opinię. Na koniec uczestniczki zobowiązują się do wykonania czegoś konkretnego. Oczywiście mają na to czas do następnego spotkania Mastermind.

„Czasami mam wrażenie, jakbym rozmawiała przez telefon i prowadziła zażartą dyskusję, zaś kabel od telefonu stopi się pod wpływem żaru tej rozmowy” - mówi Kasia, jedna z uczestniczek spotkań Mastermind. „Ale taka właśnie rozmowa działa szalenie oczyszczająco. Zawsze kiedy przychodzę na spotkania, wydaje mi się, że z mojej sytuacji nie ma wyjścia. Po spotkaniu jednak dostrzegam rozwiązania, jakich nie widziałam wcześniej” – dodaje Kasia. Jak widać, spotkania naprawdę działają. Warunkiem jest tylko regularne uczestnictwo. Bo niestety, czasami rozwiązanie znajduje się od razu, niektóre wymagają więcej czasu. Najważniejszy jest jednak nie sam czas, a biznesowe rozmowy, a także wspólne rozwiązywanie problemów i dzielenie doświadczeń.



Najczęściej zadawane pytania



Podobne artykuły:


Wersja do druku