Prawdziwa historia dziewczyny, która podjęła walkę o godne życie

Autor:


Kiedy Jasvinder Sanghera skończyła czternaście lat, pokazano jej fotografię człowieka, którego niebawem miała poślubić. Perspektywa rychłego małżeństwa wzbudziła w niej przerażenie: nieraz była świadkiem upokorzeń, jakie jej starsze siostry znosiły w wymuszonych przez rodziców związkach.

Zdecydowała się na ucieczkę z domu, lecz za swój czyn została wyklęta z rodziny, co pogrążyło ją w rozpaczy.

„Zhańbiona” to rozdzierająca serce opowieść o młodej dziewczynie, która usiłuje wydostać się z okrutnego i zamkniętego świata, gdzie honor znaczy więcej niż życie. Jasvinder opowiada o potwornym uciemiężeniu, pełnej udręk walce z restrykcyjnym kodeksem honorowym i niezłomnym charakterze, który pozwolił tę walkę podjąć.

Naprawdę chwyta za serce! - „Daily Mail”

Gniewna, smutna i głęboko niepokojąca lektura. Ten dramatyczny opis ucieczki przed zaaranżowanym małżeństwem jest naprawdę poruszający.  - „The London Paper”

Inspirująca historia! - „Time Magazine”

Jasvinder Sanghera - Urodzona w Derby Jasvinder Sanghera jest współzałożycielką organizacji Karma Nirvana – społecznego projektu, którego zadaniem jest wspieranie kobiet pochodzących z Południowej Azji, dotkniętych przemocą domową i zagrożonych zbrodniami wynikającymi z honoru rodowego. Sama zmuszana do małżeństwa z niekochanym mężczyzną, opowiadając własną historię, składa hołd kobietom w podobnej sytuacji i daje świadectwo ich cierpienia.

Fragment:

W budce telefonicznej wcale nie było tak źle. W przeciwieństwie do miejskich klitek tego typu, do których zdążyłam już przywyknąć, tu nie trzeba było wstrzymywać oddechu, żeby nie czuć paskudnego fetoru uryny zmieszanego z zatęchłym smrodem dymu z papierosów. Poza tym cieszyłam się, że jestem w środku, ponieważ podczas spaceru przez wioskę moja osoba zdecydowanie wyróżniała się z tłumu. Dookoła kręciło się mnóstwo ludzi – szli do pubu lub po herbatę do sklepiku na rogu, a dzieciaki szalały na rowerkach – lecz nie dostrzegłam nikogo o azjatyckich rysach. Jassey także zwrócił na to uwagę i nawet podzielił się ze mną tym spostrzeżeniem. Teraz opierał się o zewnętrzną ścianę budki i przez szklany panel obserwował mnie bacznym wzrokiem. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się, udając, że wciąż grzebię w torebce w poszukiwaniu dziesięciopensowych monet.
Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Od wielu tygodni czekałam na tę rozmowę; tęskniłam za dźwiękiem znajomych głosów, za nowinami i słowami zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Dzisiejszego ranka otworzyłam oczy i od razu wiedziałam, że tęsknota urosła do tak niebotycznych rozmiarów, iż dłużej tego nie wytrzymam, nie przetrwam nawet jednego dnia bez rozmowy z kimś z mojej rodziny. Chciałam zamienić parę słów z mamą, usłyszeć w jej głosie ulgę i radość, z jaką powtarza moje imię, i dowiedzieć się, że im obojgu, jej i tacie, strasznie mnie brakuje.

...