Breakfast at Hammersmith - part III

Autor: Joanna Boguszewska


Od trzech tygodni przebywam w Londynie a dopiero wczoraj, po raz pierwszy, ruszyłam pozwiedzać miasto, w którym przyszło mi mieszkać i pracować (o tym w swoim czasie). Londyńskie metro imponuje rozmachem. Mnóstwo linii, miliony pasażerów, którzy szybciej niż autem dotrą do celu tym przepełnionym środkiem transportu publicznego. Podróżując Piccadily Line nie mogłam się oprzeć pewnemu wrażeniu. Pasażerów na pęczki, a wszystkich łączy jedno: samotność w wielkim mieście. Wszyscy unikają kontaktu ze wspołpasażerami, nawet wzrokowego, traktując metro jako zło konieczne. Wszyscy starają się nie podnosić głowy znad gazety rozdawaanej na ulicy, bądź książki. Szybciutko dotrzeć na miejsce i uciec od ludzi. Smutne... I takie aspołoczne. Zaskakujące w mieście tak zatłoczonym jak Londyn. Piccadily Circus znane z pocztówek widziane na żywo wywiera imponujace wrażenie. Epicentrum pośpiechu- tak chyba powinno nazywać się to miejsce. Każdy gdzieś biegnie, za czymś goni, a ja i moi współtowarzysze wyprawy bawimy się w turystów. Zabawne o jakie zagubienie przyprawia tłum uliczny. Nic tylko usiąść i podumać: za czym ta pogoń?? Kolejny punkt wycieczki to London Imax Cinem, w którym wyświetlane są filmy 3D. Największy ekran, jaki widziała Anglia. Coś niesamowitego! Wybraliśmy Haunted Castle, film o ludzkiej pysze rozgrywający się w nawiedzonym zamczysku. Ile wrażeń dostarcza taki niespełna godzinny seans trudno opisać słowami, więc nawet nie próbuję. Czułam się jak małe dziecko wśród baniek mydlanych, które nie pękają. Kino 3D to kino przyszłości! Polecam każdemu!! Jako że Londyn wysysa energię z ludzi po seansie stwierdziliśmy jednogłośnie, że wracamy. Zawitaliśmy jeszcze tylko na piwko (w końcu jesteśmy w Wielkiej Brytanii), i po małym cheers zakończyliśmy dzionek. Londyn jest ogromny, wydaje się momentami, że życia nie starczy na zobaczenie wszystkiego, co warte obejrzenia. Mimo to spróbuję zobaczyć jak najwięcej. Będę zwiedzała i pisała!

...