"Ssij, mała, ssij" – Christopher Moore
Są pewne granice tego, co płomiennoruda piękność może zrobić swemu ukochanemu wbrew jego woli. Przemienienie go w wampira jest, jak by nie patrzeć, poniżej wszelkiej krytyki. Po pierwsze, nie dała mu możliwości nabrania masy mięśniowej na siłowni, a po drugie nie chce nawet wsmarować mu równo samoopalacza, by ukryć niezdrową bladość młodzieńczego ciała.
Ogólnie rzecz ujmując, "Ssij, mała, ssij", jak z kontynuacjami komedii bywa, jest bardziej głupiutka, ale tylko odrobinkę, więc nie jest to problem. Za to humor Moore’a jak zawsze poprawia nastrój.
...