|
||
Strona główna > Dział: O nas i dla nas > Artykuł: Życie na emigracji, ślub w Polsce Życie na emigracji, ślub w Polsce |
||
| Dla wielu osób już sama świadomość, że będą organizować swój ślub „na odległość” jest wielkim stresem. Obawiają się, czy podołają załatwić wszystkie niezbędne sprawy w terminie, czy będą mogły polegać na swoich bliskich i przyjaciołach, którzy za nich podpiszą umowy, wpłacą zaliczki, obejrzą salę, etc. Dodatkowo nie każdą sprawę da się załatwić za pomocą Internetu (maili, komunikatorów), czy telefonu - trzeba wcześniej przyjechać do Polski chociaż na kilka dni. A to jak wiadomo – też jest dodatkowym obciążeniem. | ||
![]() Razem z moim narzeczonym mieszkamy od 3 lat pod Londynem. W Święta Marcin mi się oświadczył. Po pierwszych chwilach radości poczułam się przerażona – nagle zdałam sobie sprawę, że teraz czeka nas organizacja ślubu… w Polsce. Dodatkowo mieliśmy mało czasu, bo nie chcieliśmy ze ślubem czekać 2-3 lata. Całe Święta w panice przeszukiwałam Internet zastanawiając się, czy mamy szansę znaleźć wolną salę, zespół, czy suknię przywieźć z Anglii, czy jednak kupić w Polsce…Takich par jak Marcin i Iza znamy wiele. Organizacja ślubu na odległość oznacza wiele godzin spędzonych w Internecie, a potem trzeba liczyć, że ktoś z bliskich w Polsce zajmie się sprawdzaniem sal, które się wybrało, podpisaniem umów z fotografem, zespołem. Stres przychodzi w momencie, gdy na forach znajdują się sprzeczne informacje na temat wstępnie dokonanych wyborów – jedni wychwalają, inni odradzają. Po wielu dniach spędzonych na poszukiwaniach, Iza przekazała dalsze przygotowania w ręce Mamy. O ona jeździła oglądać sale, robiła im zdjęcia, które potem przesyłała Młodym. Podobnie było z portfolio fotografów, kamerzystów, czy demówkami zespołów. Opisywała Młodym smaki tortów i szukała cukierni, która odtworzy wymarzony tort Izy. Zaproszenia Młodzi wybrali przez Internet, ale – by zaoszczędzić czas i pieniądze – wysyłkę przekazali znów Mamie Izy. Najtrudniejszy był wybór sukienki. Na miejscu trudno było o suknię w rozsądnej cenie, a znaleziona krawcowa nie budziła zaufania. W końcu Iza podjęła decyzję o kupnie sukni w Polsce, na 3 miesiące przed ślubem. Ten przyjazd 3 miesiące przed ślubem wspominam jako jeden ogromny maraton. Mieliśmy tylko 3 dni (nie mogłam wziąć więcej urlopu), a miałam całą listę spraw do załatwienia, harmonogram ułożony był tak ciasno, że każdy korek samochodowy budził w nas obawy, że nie zdążymy. Sala, kwiaciarnia, salon sukien ślubnych… A jeszcze musieliśmy kilku gościom wręczyć zaproszenia osobiście. Do dziś nie mogę uwierzyć, że jakimś cudem zdążyliśmy. Twój komentarz dodaj Inne artykuły:
|

















