To właśnie w tym miesiącu nasza uwaga powinna zostać w większym stopniu zwrócona na problemy osób, które zmagają się z tym trudnym problemem. Czerwiec został nazwany Międzynarodowym Miesiącem Niepłodności także po to, by o niepłodności zaczęło się mówić więcej oraz by podnieść społeczną świadomość na temat przyczyn, objawów, epidemiologii i diagnostyki zaburzeń prokreacyjnych. Pamiętając o tym, że aktualnie niepłodność to choroba społeczna o podłożu cywilizacyjnym, która może dotknąć każdego z nas przyjrzyjmy się historii samego zabiegu in-vitro.
Z historii pierwszych zabiegów in-vitro
Jako pierwsza 32 lata temu zabiegowi poddała się mu Lesley Brown, lecząca się z powodu niepłodności przez 9 lat z powodu niedrożności jajowodów. Z jej niestymulowanych hormonami jajników, z pomocą laparoskopu pobrano jedną komórkę jajową, którą zapłodniono w laboratorium, a następnie podano do macicy, w efekcie czego 9 miesięcy później urodziła się córka – Louisa.
Przed 1978 rokiem kobiety bez sprawnie funkcjonujących jajowodów skazane były na nieodwracalną bezdzietność lub chirurgiczne próby odbudowy jajowodów, które bardzo często okazywały się nieudane. Skuteczność in vitro przeprowadzanego na cyklach naturalnych była bardzo niska, a leczenie prowadzące do ciąży długotrwałe. Dopiero wprowadzenie w latach 80-tych gonadotropin - leków hormonalnych stosowanych do stymulacji owulacji pozwoliło przy jednym zabiegu uzyskać więcej niż jedną (jak w naturalnym cyklu kobiety), a zwykle kilka do kilkunastu komórek jajowych. Początki stymulacji były trudne i często kończyły się zespołem przestymulowania jajników i powikłań z tym związanych.
Jakkolwiek zapłodnienie metodą in-vitro rozwiązało problem niepłodności spowodowany niedrożnością jajowodów, nadal nierozwiązywalna pozostawała kwestia niepłodności wynikającej z przedwczesnego wygasania funkcji jajników i braku własnych komórek jajowych. Tak było aż do 1983 roku, kiedy przygotowująca się do zabiegu z powodu niedrożnych jajowodów 29-letnia pacjentka zdecydowała się oddać jedną ze swoich komórek. Biorczynią była 25-letnia kobieta, u której zdiagnozowano przedwczesne wygaśnięcie funkcji jajników (przedwczesna menopauza). Komórkę dawczyni zapłodniono plemnikiem męża biorczyni i tak powstały zarodek podano do macicy biorczyni. Dzięki temu bezcennemu darowi, w 1984 roku biorczyni urodziła zdrowe dziecko, które choć w połowie posiadało materiał genetyczny tego konkretnego małżeństwa. W kolejnych latach dawstwo komórek jajowych znalazło swoje zastosowanie nie tylko u kobiet z przedwczesną, ale również fizjologiczną menopauzą.
Niewątpliwie rosnącą skuteczność leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego zawdzięczamy udoskonaleniu sprzętu diagnostycznego i zabiegowego: aparatów USG, histeroskopów i laparoskopów. Doskonalenie technik stymulacji jajników, punkcji pęcherzyków, a co za tym idzie pozyskiwania komórek jajowych, ich łączenia z plemnikami, umożliwiając tym samym zapłodnienie tak samo skuteczne jak to, które odbywa się w warunkach naturalnych, rozwiązało problem niepłodności kobiecej.
[1] [2] Dalszy ciąg artykułu
Twój komentarz dodaj
Inne artykuły: