Pojęcie poliamoria pochodzi od grecko-łacińskiego sformułowania oznaczającego "wiele (więcej niż jedna) miłości". Zwrotem tym nazywamy związki, które tworzy kilka osób. U nas jeszcze nie wiele mówi się o takiej relacji, bo spotkałaby się z pewnością z ostrą krytyką wśród społeczeństwa. Na zachodzie natomiast ludzie przyznają się do tego, że żyją nie tylko z jednym partnerem. Mówią otwarcie o tym, że nie chodzi im o zaspokajanie potrzeb seksualnych, a o prawdziwe uczucie żywione do więcej niż jednej osoby.

Wydaje Ci się to nielogiczne i niemoralne? Wielu z nas trudno byłoby przekonać, że coś takiego jest możliwe. Sami nie wierzą, że mogliby stworzyć taki związek, bo jak można dobrowolnie dzielić się z kimś ukochaną przez siebie osobą?! Okazuje się, że jest to możliwe…

Poliamoryści są często błędnie odbierani, ponieważ mylimy ich z seksocholikami, swingersami, inaczej z ludźmi chętnie uprawiającymi seks z wieloma osobami czy parami małżeńskimi, które wymieniają się między sobą partnerami. Relacja poliamoryczna jednak oparta jest  na twardo określonych zasadach, które decydują się przestrzegać partnerzy. Przede wszystkim wymaga tego, by zaangażowane osoby zgodziły się na taki układ świadomie i by wiedziały o sobie nawzajem. Dotyczy to także ich rodzin i bliskich, które powinny wiedzieć o tym, jaki rodzaj związku wybraliśmy.


Około 1990 roku, stworzyliśmy tę zmyślną nazwę, dzięki której mogliśmy się określić, zamiast mówić o sobie "odpowiedzialny, konsensualny niemonogamista", mówi dr Kenneth Haslam, emerytowany anestezjolog. Ludzie wyobrażają sobie, że jeżeli decydujemy się kochać kilka osób naraz, to nie jesteśmy w stanie poświęcić żadnej z nich siebie w całości i żadnej nie jesteśmy w pełni oddani. To przekonanie ma wynikać z teorii o ograniczoności miłości – że dysponuje się ograniczonym zasobem miłości i jeśli obdarza się miłością jedną osobę, to nie zostaje jej dla kolejnej. Najistotniejsze, by wszystkie osoby w związku się znały, dobrze rozumiały i stosowały do wspólnie ustalonych zasad. Udane relacje poliamoryczne bezsprzecznie wymagają zaufania i poczucia bezpieczeństwa wszystkich zaangażowanych w związek.

Podzielność uczuć nie zgadza się z pierwotnym postrzeganiem związku i małżeństwa – wartościami, o których słyszeliśmy od dawien dawna. Mąż-żona mają być dla siebie podporą, zrozumieniem, przyjacielem czy pocieszeniem. Ciężko jednak czasem znaleźć nam te wszystkie wartości w jednej osobie, odnaleźć drugą połówkę jabłka. Skoro nie da nam tego jeden partner, niektórzy decydują się na związek z kilkoma osobami. Poliamoryści tak bardzo szukają zaspokojenia i ulokowania swoich uczuć, że potrafią zakochać się w przyjaciółce żony, partnerce przyjaciela. Jeżeli wszyscy zaakceptują stworzenie trójkąta, będą potrafili cieszyć się swoim szczęściem.

Wielu z nas taki układ zadziwia i wcale nie musimy się na niego godzić. Warto jednak wiedzieć, że w Internecie tworzą się już społeczności poliamorystów, którzy otwarcie przyznają się do swojego wyboru. Nie mamy prawa skreślać, ani oceniać takich ludzi. Przypuszczalnie jeszcze przez długie lata temat ten będzie budził wśród nas wiele kontrowersji.







Podobne artykuły: