W związku z tym, że żyjemy w coraz szybszym tempie nie mamy za wiele czasu na obcowanie z kulturą. W dobie Internetu, telefonów komórkowych, laptopów i najnowszych modeli telewizorów LCD naszą rozrywką stają się filmy akcji czy efekty specjalne. Zapominamy, że w dalszym ciągu istnieje jeszcze taka instytucja jak teatr…
Sama muszę się przyznać, że w teatrze dawno nie byłam i gdy wczoraj przestąpiłam próg gdańskiego teatru Wybrzeże jakoś dziwnie się poczułam. Jakbym była w zupełnie innym, niespotykanym miejscu. Widownia w sumie niczym innym się nie różni, poza tym, że nie ma rzędu trzynastego i miejsca z numerem „13”, bo podobno ta cyfra jest pechowa. Zamiast ekranu mamy jednak scenę, na której za chwilę przez najbliższe dwie godziny będziemy mieli okazję podziwiać przedstawienie pt. ”Zmierzch bogów”.

Pewnie sama z własnej woli nie wybrałabym się na ten spektakl, bo rzadko kiedy znajduję czas nawet na to, by sprawdzić repertuar teatru. Częściej udaje mi się bywać w Teatrze Muzycznym w Gdyni lub w Operze Bałtyckiej i zawsze jakoś chętniej podziwiałam śpiew i taniec aktorów. Ich barwne stroje, momentami pełne przepychu. Akcja wydawała mi się zawsze żywsza i pełna temperamentu, przez co nie dało się ani na chwilę zaznać poczucia nudy czy straty czasu. Teatr natomiast wymaga czegoś więcej od widza., nie tylko biernego uczestnictwa i odbioru na talerzu fabuły. Teatr wymaga od nas myślenia! Każde uczestniczyć w spektaklu, skupiać się i analizować. Czyni powiązania do ważnych dzieł literackich, tradycji czy historii. Może właśnie, dlatego wciąż tak mało osób go odwiedza, bo ludzie nie chcą się za nadto wysilać. Wolą poprawić sobie humor prostą i niezbyt inteligentną komedią romantyczną, w której wszystko kończy się happy endem…

„Zmierzch bogów”, który miałam okazję obejrzeć wczoraj został wyreżyserowany na podstawie dramatu wojennego z 1969 roku pod tym samym tytułem, którego twórcą był Luchino Visconti. Scenariusz filmowy został nawet nominowany do Oskara oraz został uznany za jeden z najważniejszych w historii kina. Viscontiemu udało się stworzyć bardzo interesujący obraz upadku wielkiego niemieckiego rodu von Essenbecków.  W główne role w spektaklu wcieli się: Piotr Domalewski –jako Martin von Essenbeck, Grzegorz Falkowski jako Aschenback, Marta Jankowska –jako Elizabeth Thallmann.

O tym, że akcja odbywa się za czasów III Rzeszy przed dojściem Hitlera do władzy dowiadujemy się, gdy podczas uroczystości rodzinnej Essenbeckowie otrzymują wiadomość o pożarze Reichstagu. Z historii wiemy, że działo się to 27 lutego 1933 roku.

Rodzina Essenbecków to ród, który bardzo liczy się w Niemczech, przede wszystkim, dlatego że kieruje własną stalownią. Osoba, która stoi na czele firmy to Joachim- głowa rodziny, trzymająca się odgórnych, prawych wartości. Gdy zostaje tajnie zamordowany rozpoczyna się piekło i walka o władzę w rodzinie, której los związany jest z dwoma opozycyjnymi stronnictwami hitlerowskimi: SS i SA. Ich konflikt przekształca się w tym momencie w konflikt polityczny. Stajemy się świadkami brutalnej i krwawej żądzy posiadania władzy, jaką odnajdujemy w „Makbecie” Williama Szekspira.

W efekcie różnorakich rozgrywek rodzinnych władza zostaje w rękach młodego mężczyzny- Martina, który zostaje owładnięty wpływem sprytnego kuzyna Aschenbacha, związanego z działalnością SS.

„Zmierzch Bogów”, czyli zmierzch rodu Essenbecków ma miejsce w tzw. „Noc długich noży”, kiedy to Hitler razem z SS dochodzi do władzy. W wyniku tego zostają wymordowani wszyscy jego przeciwnicy.

Polecam wybranie się któregoś jesienno- zimowego wieczoru do teatru. To naprawdę dobra lekcja historii, sztuki oraz literatury. Jeżeli uda Wam się usiąść w pierwszym lub drugim rzędzie będziecie mogli cieszyć się jeszcze bardziej obcowaniem z aktorami. Wrażenie, że grają tylko dla nas jest nie do opisania!


Podobne artykuły: