Różni nas tak naprawdę wszystko. Charakter, emocje, postrzeganie świata i analizowanie otoczenia. Mamy inne oczekiwania i priorytety. Odmienne relacje. Ulepieni z tej samej gliny a jednak różni. Nacechowani rozmaitymi odcieniami usposobienia.

Zachowywanie i relacje w związku, to bez wątpienia element, który poróżnia nas szczególnie. My kobiety, wierzymy w wielką miłość rodem z Hollywood. W magię, siłę wyższą i coś nie prawdopodobnie przyjemnie wiecznie trwającego. Ot tak, bez powodu. Zakochujemy się od pierwszego wejrzenia, piszemy historię przyszłości. Co gorsza, tej której w dodatku nie będzie. Musimy wiele poznać, poczuć i przeżyć, by pokochać. Nasza miłość jest bezwarunkowo namiętna, oddajemy wiele z siebie, by móc uszczęśliwiać. Potrafimy też zaprzedać swe dusze. Kochamy uszczęśliwiać. Kochamy ten stan, gdy czujemy, że możemy dać cząstkę siebie. Lubimy być doceniane kiedy dostajemy coś w zamian. Nie działa to jednak jak bezwarunkowa miłość, musimy coś dostać. Złościmy się, gdy nie jest po naszej myśli. Oni myślą inaczej. Inaczej mierzą. Czego innego oczekują. Innym sposobem okazują uczucia. I tu różnice pomiędzy kobietą a mężczyzną wyraźnie zaczynają się wyostrzać. Tak niewiele mogą nam dać. Chcą, ale nie potrafią. Musimy się domyślać.


Do największych naszych cech należy analizowanie, czytanie między wierszami i szukanie dziury w całym. To nie dla nas, całość jest czarna albo biała. O nie! My, płeć piękna widzimy chromatyczne barwy. Pragniemy nieposkromionego fioletu, nieopanowanego różu i rozpalonej pomarańczy. Mechanicznej pomarańczy, napędzającej tempo naszej miłości. Każda z nas chce mieć szansę kochania i bycia kochaną. Głęboko i zawzięcie wierzymy w swoją słuszność. Przekonane przy każdej okazji, że tym razem to na pewno to - prawdziwa miłość. Piszemy scenariusz swoich ideologii. Nie dochodzą do nas prawdziwe odpowiedzi, po prostu żyjemy w swoich przekonaniach. Gubimy się w labiryncie wyimaginowanych uczuć.

Do zakochania, dosłownie, jest nam potrzebny jeden krok. Wystarczy, że „coś” nas z nim łączy. Dosłownie parę kwestii. I już - pac! Wielkie Love. Wysyłamy tysiące sms-ów. Zagadujemy. Staramy się. Tysiące myśli, westchnień i teorii. Nerwowo, średnio co minutę, spoglądamy na telefon. Zaniepokojone zastanawiamy się, czy się odezwie. Wmawiamy sobie, „Na pewno jest zajęty, jeszcze napisze”. Prawda jest inna, przestraszyłyśmy go. Uciekł. Wszyscy uciekają. Dlaczego nie lubią ,gdy o nich ubiegamy, gdy odsłaniamy swoje prawdziwe uczucia? Co ich tak odstrasza? Te niewinne sms- y i prawda, którą chcemy się tylko podzielić? Oni uwielbiają długą drogę, powolny rozwój akcji; najlepiej z ich inicjatywy. Nie możemy analizować ich odpowiedzi, wierząc, że mieli coś pozytywnego na myśli. Nawet jeśli tak było, obojętność jest najrozsądniejsza. Z jednej strony złożone, z drugiej zaś proste. Owiane banalnością ogromnych uczuć. Spoufalamy się w niewinnej natarczywości, molestując i naprzykrzając się, ranimy nie tylko ich, lecz przede wszystkim siebie. Tracimy nadzieję, wiarę w to, że jeszcze odpowiednio trafimy, że zostaniemy pokochane.

Czy naprawdę trzeba tracić czas na poznawanie, randki, wymianę zdań? Przecież można to wszystko robić w trakcie. Można dla odmiany zacząć od tyłu. Odwrócić bieg zdarzeń. Ale jak to zrobić, jeśli tylko jedna strona jest  zainteresowana? Ile potrzeba, byśmy dostały szansę na możliwość, zaprezentowania siebie? Nie wierzę, że jestem tak beznadziejnie uproszczona, by nie dostać swojej szansy. Może nie potrafię się „sprzedać” ? Może mam zbyt kiepski slogan ? Nie krzyczę; „Zerżnij Mnie!”, tylko grzecznie proszę, żebyś sprezentował mi kawałek swoich uczuć. Ogarnia mnie swoista irytacja. Jak wiele lepszym człowiekiem muszę się stać, by na Ciebie zasłużyć?

Znowu się zawieruszyłam w skażonej egzystencji. Nie wiem czy czekać, ślepo wierząc, że rozstąpią się niebiosa i zostanę pokochana. „Jestem naiwna, ufam miłości”.



Podobne artykuły: