Brukowa uliczka, złota aleja kasztanowców. Ubrana w czerwona sukienkę, legginsy i szare botki, podążam bez celu zamyślona, z kubkiem dobrej kawy i paczką cynamonowych ciasteczek. Niestety nie jestem na Manhattanie, tylko w szarej, smutnej Polsce, gdzie jedynym kolorowym elementem są powoli zmieniające barwy drzewa.

Niestety nie ma tu dobrze ubranych, przystojnych prawników z wypełniającymi aktówkami całą powierzchnię Time Square. Nie ma metra i tanich hot dogów. Nie ma drapaczy chmur, zafrasowanych w błękicie Nowo Yorskiego nieba. Małych kiosków z „Vogue” i „People”. Nie ma tysiąca przemierzających par apetycznie pięknych, wielobarwnych kobiecych butów.

W Polsce mamy schemat. Schemat anty mody i anty gustu. Szufladkują nas. Nie pozwalają na niezależną swobodę. Trzeba ubierać się szaro, ciuchy powinny mieć właściwe metki, albo błyszczeć. Na miejscu są również złote paski i brokatowe nadruki. Oczywiście wszystko zależy od wieku, bo z czasem zmieniamy zawartość szafy, dorastamy lub nie. Brak gustu, cechuje nas na każdym kroku. W mieszkaniach też tak jest: wielka plazma, ohydne zasłony i sztuczne kwiaty to nieodłączny element naszych wnętrz. Nadal też królują krasnale ogrodowe i paprotka na DVD. Ponieważ nie czytamy, nie posiadamy książek. Mebel typu biblioteka jest nam obcy. Nie znamy się na sztuce, albo nas to nie interesuje więc nie mamy obrazów w domach. Jeśli tudzież mamy to nędzną kopie Picassa ze sklepu wszystko po 2.50.


Najbardziej poirytowana jestem faktem, że nie można się swobodnie ubrać. Jeden kolorowy element na Tobie i jesteś wytykana palcami. Wystarczy że masz na sobie coś innego, od pozostałych a nie możesz obejść się od nieludzkich spojrzeń i komentarzy na Twój temat. Odnoszę wrażenie, że ludzie w Polsce nie mają swojego życia, tylko żyją czyimś. Idąc ulicą, obserwuję jak ubrani są Polacy, i myślę sobie „Ale piękne buty, ciekawe gdzie je kupiła” czy „Boże jaki tragiczny pasek, skąd ona go wzięła?” Jednak to moje myśli, nie obdarowuje kogoś idiotycznym spojrzeniem i durnym komentarzem- w końcu to jego prywatna sprawa. Skąd się bierze nasza mentalność? W starożytnej Grecji, uważano że to my nadajemy wartość ubiorowi, dziś się mówi, jak nas widzą tak nas piszą. Nikt mi nie powie, że trzeba mieć dużo pieniędzy żeby dobrze wyglądać. Nie sztuką jest je łatwo wydać. Sztuką jest znaleźć coś na wyprzedaży, w second - handzie czy przerobić bądź uszyć samemu.

Zostaje jeszcze kwestia, dobrego gustu, o którym się nie rozmawia. Ale na Boga jak można ubrać skarpetki i sandały? Myślę że to nie brak akceptacji i nietolerancji tylko pojęcie dobrego smaku w modzie. Zalewa mnie krew, gdy czasami widzę różnie ubranych ludzi na ulicach. Ale chyba jest różnica w wyśmiewaniu tandety i czegoś ładnie kolorowego? Prawdą jest, by dostać godziwe stanowisko pracy, poznać odpowiedniego faceta, czy zrobić wrażenie trzeba dobrze wyglądać. I właśnie tu, słowo „oryginalny” nie mieści się już w kanonie. Bo gdy odbiegamy od schematu szarości, kołnierzyków i prostych spodni, niestety stajemy się dziwni. Co najmniej dziwni. Nawet bym powiedziała, że jest to nazbyt pozytywne określenie. Wręcz boli mnie, że nie mogę wyjść ubrana tak jak chcę, że nie mogę ubrać paru unikatowych rzeczy, znalezionych głęboko w szafie, nie oszukujmy się – nie jestem odważna. Wydaję mi się że raczej nie ta cecha powinna mnie tu powstrzymywać, raczej nazwałabym to brakiem tolerancji ze strony ludu. Myślę że każdy zasługuje na to by chodzić w tym co ma ochotę, dlaczego musimy się powstrzymywać przed własnymi wyborami.

Chciałabym wierzyć, że to się zmieni, że nastanie taki dzień kiedy kolory będą triumfować na naszych ulicach, kiedy nie tolerancja zmruży oko i pójdzie spać. Ale ja już nie wierze. Nie wierzę w Polską inteligencję, w zdresiarzonych kibiców tworzących rozkoszną ikonę stylu. Nie wierzę że młodzi ludzi znajdą prace i będą rozwijać skrzydła. Nie wierzę w obiecane nam możliwości. W to że będzie lepiej. Może brakuje nam jaj i odwagi. Może za dużo stereotypów. Ludzie boją się zmian. Trudno inwestuje się w coś co daje nam nie wiadomy wynik. Może mamy za ubogie wnętrza?- za mało nas interesuje, pusta wiedza, której nie potrafimy właściwie wykorzystać. Jestem sfrustrowana miejscem, w którym muszę żyć, zatrutą przestrzenią, toksycznymi ludźmi. Niszczą mnie, ja też taka się staję. Tak wiem, wciąż tylko narzekam, a i owszem, nie odpowiada mi miejsce w którym żyję. I tym razem nie we mnie tkwi problem. O Nie! To wasza wina, tych bezwartościowych, wciąż będących wśród nas z wysokim ego obojnaków. Cóż, bezsilnie obojętna, wyłączam się.



Podobne artykuły: