Sezon na podróże z dziećmi ma się ku końcowi ale odkąd granice stoją przed nami otworem podróżujemy więcej, częściej i w coraz odleglejsze rejony świata. Podróżne nieduże – takie w zasięgu 100 km od domu – to typowe rodzinne wypady na weekend czy kilka dni urlopu. Jeśli jednak my lub nasze dzieci cierpimy na chorobę lokomocyjną, żadna podróż nie jest przyjemnością – odległość nie ma znaczenia. Dyskomfort jest tak duży, że odbiera całą radość odkrywania świata. Człowiek skupia się na tym, by dojechać z punktu A do punktu B i… wysiąść. Choroba lokomocyjna częściej dopada dzieci ale i dorośli miewają z nią kłopoty. Pojawia się nagle, równie nagle ustępuje a jej etiologia nie jest do końca poznana.


Dla każdego coś odpowiedniego

Leczenie choroby lokomocyjnej jest obecnie bardzo proste. Dzisiejsi czterdziestolatkowie pamiętają ze swojego dzieciństwa jeden jedyny preparat – Aviomarin – obecny na rynku farmaceutycznym po dziś dzień. Jeden jedyny preparat w, dodajmy, jednej jedynej postaci – tabletek. Łykanie ich nieodłącznie wiązało się z początkiem podróży i marzeniem o jak najszybszym dotarciu do celu. Dziś i kultowy lek, i wszystkie inne preparaty wspomagające leczenie choroby lokomocyjnej występują w wielu postaciach – od syropu, przez tabletki po pastylki do ssania. Każdy może wybrać taką formę specyfiku, którą lubi najbardziej, a rodzice najmłodszych podróżników nie mają kłopotu z podaniem leku.

Zawirował świat

Nazwa „choroba lokomocyjna” jest nieco myląca – ten paskudny zestaw objawów, który aktywuje się podczas podróży samochodem, samolotem lub statkiem (dlaczego w pociągu tak rzadko?) to tak naprawdę nie żadna jednostka chorobowa. Kinetoza – to fachowa nazwa „choroby lokomocyjnej” – związana jest z zaburzeniami pracy błędnika, czyli maleńkiego narządu w uchu wewnętrznym, który odpowiada za nasze poczucie równowagi. Kiedy bodźce docierające do mózgu z różnych źródeł – błędnik, wzrok, dotyk – zaczynają sobie wzajemnie przeczyć, ciało traci poczucie stabilności, błędnik źle określa jego położenie i możemy zacząć nucić głośny niegdyś refren: „zawirował świaaat…”. Tyle że w zaistniałej sytuacji nucić się nie da: meczą nas zwroty głowy, mdłości i/lub wymioty, poczucie owego wirowania, które wcale nie jest przyjemne. Dlatego każdy, kto doświadcza w podróży nieprzyjemnych objawów choroby lokomocyjnej powinien zaopatrzyć się w stosowne leki i pamiętać, że pierwszą dawkę zażywa się jeszcze zanim wsiądzie się do wywołującego zaburzenia środka transportu.


Podobne artykuły: