Nie ma to jak szybko podjęta decyzja! Wbrew temu, co twierdzą niektórzy złośliwcy i nam kobietom udaje się czasem błyskawicznie o czymś zdecydować. Dzieje się tak zawsze, gdy zamiast roztrząsać tysiące dylematów, zdamy się na własną intuicję. Wtedy po prostu wiemy od razu, że coś jest słuszne i natychmiast powinno być wykonane. Ostatnio takie olśnienie dopadło mnie, gdy zastanawiałam się, jak spędzić najbliższy urlop. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jeżeli szybko czegoś nie zdecyduję, znów przesiedzę go z rodziną w domu na robieniu porządków albo na grillowaniu z przyjaciółmi. Powiedziałam sobie: Dość! W tym roku tak nie będzie!


Last but not least

Kluczowym momentem był ten, w którym wyobraziłam sobie mój powrót do pracy po urlopie i zwyczajowe dzielenie się wrażeniami z koleżankami z biura. Gdy zdałam sobie sprawę, że znów oprócz opalenizny, nie będę miała nic innego do pokazania, coś we mnie pękło. Zrozumiałam, że czas zacząć działać, żeby w końcu zaskoczyć wszystkich i po dwóch tygodniach niewidzenia zjawić się w firmie z plikiem zdjęć z uroczych zakątków świata albo pamiątek z egzotycznych miejsc. Od dawna znałam pojęcie „last minute”, ale mimo wielu pozytywnych przykładów z mojego otoczenia jakoś sama nie mogłam się dotąd na nie zdecydować. Tym razem jednak błyskawicznie odnalazłam kilka stron biur podróży z takimi okazjami. Okazało się, że ceny spadły o kilkadziesiąt procent i wyjazd nad Adriatyk czy afrykańskie wybrzeże Morza Śródziemnego stały się jak najbardziej w zasięgu mojej kieszeni. Jak to się mówi „last but not least” okazał się termin wyjazdu. Ten był już następnego dnia, a ja wtedy czekałam dopiero na wypłatę, którą miałam dostać za kilka dni na konto.

Last minute all inclusive

Nigdy wcześniej określenie: „Czas to pieniądz” nie trafiło do mojej świadomości z taką mocą. W przypadku mojego last minute w jednym z hoteli all inclusive w Chorwacji podjęcie natychmiastowej decyzji pozwoliłoby na oszczędzenie sporej sumki. Problem polegał jednak na tym, że w tamtym momencie nie dysponowałam potrzebną kwotą. Oczywiście mogłam zadzwonić ze słodkim pytaniem o pożyczkę do znajomych albo do kogoś z rodziny, ale zbyt gorzko mogłaby smakować odmowa z ich strony. Dlatego zdecydowałam się na błyskawiczny zastrzyk gotówki z zewnętrznego źródła. Zachęciła mnie reklama chwilówki, która obiecywała załatwienie formalności szybkiej pożyczki w rekordowym czasie piętnastu minut. I tak było w rzeczywistości. Od złożenia wniosku o szybką pożyczkę online do informacji zwrotnej nie minął więcej niż kwadrans. Do tego, ponieważ pierwszy raz korzystałam z tego typu oferty w VIVUS (link dla niezorientowanych), mogłam szybką pożyczkę otrzymać za darmo. Po wypłacie oddałam im dokładnie tyle, ile pożyczyłam.

Last minute is the best

Teraz, po wakacjach, ze stuprocentową pewnością każdemu polecać będę oferty last minute dlatego, że dostaje się pełnowartościową usługę w niższej cenie, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można wydać na przygotowania albo później, w trakcie wakacji - na pamiątki. Jest jeszcze coś, czego nie da się kupić za żadną cenę: miny koleżanek na widok moich zdjęć znad turkusowej wody były bezcenne!


Podobne artykuły: