Jeszcze w 1961 roku Morze Aralskie zajmowało powierzchnię ponad 66 tysięcy km kw. (samej wody, nie licząc wysp), a jego maksymalna głębokość wynosiła 69 metrów (średnia głębokość 16 metrów). Morze cofnęło się jednak o 150 kilometrów. Tragedia ta rozpoczęła się w latach 60. XX wieku, kiedy to planiści radzieccy postanowili zwiększyć produkcję bawełny na terenach Azji Środkowej.
 Zbudowano wielką sieć kanałów nawadniających, które zasilono wodami dwóch największych rzek Azji Środkowej: Syr Darii oraz Amu Darii. Pola bawełny kwitły i dostarczały ogromnego dochodu krajowi. Jednak od tego momentu zaczęło następować silne obniżanie poziomu Morza Aralskiego. Przez 40 lat morze zmieniło się na dwa oddzielne zbiorniki, a całkowita powierzchnia zmniejszyła się o około 2/3 w stosunku do powierzchni z lat 60. Na powierzchni 50 tysięcy kilometrów kwadratowych powstała słona pustynia zwana Aralkum. Ekonomiczne i przyrodnicze funkcje morza całkowicie ustały – nie ma ryb, nie ma dochodów z rybołówstwa i przetwórstwa rybnego. Nędza społeczeństwa odczuwalna jest na każdym kroku. Ci, co jeszcze kilkanaście lat temu byli rybakami i „ludźmi wody”, dziś swoje smutki zalewają tanim bimbrem i wódką w pustynnych barach. Region pustynnieje, a na dodatek z nowo powstałej pustyni silne wiatry roznoszą ogromne ilości piasku i soli (ok. 70 mln ton rocznie), co dodatkowo utrudnia życie w okolicy. Słony piasek i drobiny soli dostają się do układu oddechowego, drażniąc gardło i sprzyjając licznym chorobom. Ponadto oczy cały czas drażnione są drobinkami soli. Długość życia w strefie bezpośredniego wpływu poaralskiej pustyni jest znacznie niższa niż dalej w Uzbekistanie. Większość zwierząt i roślin charakterystycznych wcześniej dla tego unikalnego ekosystemu (wielkie morze pośród pustyń) albo już wyginęła, albo jest na krawędzi wymarcia. Nie ma tu już przybrzeżnych trzcinowisk i zarośli ani zielonych wysp. Morska fauna, dzięki drastycznemu wzrostowi zasolenia, wyginęła prawie doszczętnie. W najsuchszych miejscach nie rośnie oczywiście nic, w innych rosną jedynie sukulenty z grubymi łodygami do magazynowania wody. Jeszcze gdzie indziej spotkać można nieduże krzewy wyrastające bezpośrednio z piasku. Rośliny pustynne oprócz odporności na niedobór wody są przystosowane także do znacznego zasolenia terenu. Poaralska pustynia jest ogromna i płaska, czasami tylko tuż przy dawnych brzegach widać klify i głęboko wcinające się zatoki. Widać też, jak klif pod wpływem erozji łamie się i spada. Jedyne, co zmieniło się na korzyść, to łatwiejszy dostęp do złóż ropy naftowej pod dawnym morzem.

Port-widmo
    Tuż przy dawnych brzegu Morza (Jeziora) Aralskiego znajduje się jedno z najbardziej wymownych i tragicznych miast Azji Środkowej – Moynak. Jeszcze 40 temu lat był on jednym z największych portów położonych u brzegów Jeziora Aralskiego. Niestety miasto strasznie podupadło w związku z katastrofą ekologiczną związana z cofaniem się brzegu zbiornika. Działał tu wielki zakład przetwórstwa rybnego, główne miejsce pracy w regionie. Ryby dostarczały liczne duże statki rybackie i mnóstwo mniejszych łodzi. Spośród wytwarzanych tu rocznie 20 milionów puszek konserw rybnych, wiele eksportowano do innych republik ZSRR. Jeszcze w połowie XX wieku w okolicach Moynaku rosły lasy, gdzie spotkać było można mnóstwo zwierząt, a na polach uprawiano bawełnę.     
    Dzisiejszy Moynak to niewielkie miasto (około 2000 mieszkańców) położone około 210 kilometrów na północny zachód od Nukusu, stolicy autonomicznej republiki Karakałpakstanu. Jest to smutne, zakurzone miasteczko z wieloma opuszczonymi zakładami produkcyjnymi, pustymi sklepami i domami. Największe wrażenie wywiera opuszczony port i zakład przetwórstwa rybnego. Warto zaznaczyć, że po dziś dzień w herbie Moynaku widnieje skacząca ryba. Centrum miasta stanowi senny bazar, gdzie okoliczna ludność sprzedaje różnego rodzaju produkty, które są znacznie tańsze niż w innych regionach Uzbekistanu. Warto skosztować wspaniałych winogron, arbuzów i melonów. Niestety oprócz owoców turysta nie kupi tu dla siebie nic znaczącego z regionu, gdyż tylko najwytrwalsi są w stanie znieść niedogodności podróży do Moynaku. My raczyliśmy się soczystym arbuzem, a wpatrzony tłum Karakałpaków patrzył, co zrobimy ze skórkami. Trzeba zaznaczyć, że Karakałpacja tak jak i cały Uzbekistan są bardzo czyste i praktycznie nie ma możliwości zobaczyć śmieci na ulicy. Z pomocą przyszedł nam kierowca, który przyniósł nam mały karton, prosząc, abyśmy skóry wrzucali właśnie do niego. Byłoby czymś odrażającym pozostawić skórki na ulicy.


Trochę rdzy i sól
    W innym miejscu, na obrzeżach Moynaku, zgromadzono kilka przerdzewiałych wraków i trzy tablice pokazujące, jak zmieniał się zakres morza na przestrzeni lat. Na jednej z tablic można przeczytać, że morze było, a teraz go nie ma. Można także przeczytać o skali zniszczeń, ale nic o tym, co je wywołało. Niestety ówczesna propaganda radziecka unikała kwestii mrowienia prawdy, że zniszczeń tak naprawdę dokonali planiści, który postanowili z Uzbekistanu uczynić pierwszą bawełnianą potęgę świata, pozyskując wodę, która zasilała Jezioro Aralskie. Z góry, gdzie stoją owe tablice, rozciąga się niesamowity widok na nową pustynię, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu był wielkim morzem, na dnie znaleźć można liczne śmieci, które wyrzucano ze statków oraz kilka porzuconych kutrów rybackich pozostawionych, gdy już nie opłacało się wypływać w morze. Wszędzie także można zebrać biały proszek- sól, która zaściela każde miejsce.


Informacje praktyczne:

Do Moynaku dostać się można autobusem z Nukusu za kilka dolarów, ale podróż trwa nawet 5 godzin. Lepiej wynająć samochód za 40 USD za dzień. Przy okazji kierowca zna wszystkie miejsca godne odwiedzenia na miejscu i po drodze. Do Nukusu dostać można się samolotem z Taszkientu za około 100 USD. Z centrum Moynaku należy dojść 3 km do byłego portu, gdzie rozciąga się panorama na wyschnięty zbiornik aralski. Oczywiście dostać się tak można także samochodem, ale autobusy liniowe kończą swoją trasę w centrum miasteczka. Do płynnej pozostałości Morza Aralskiego ze strony uzbeckiej nie ma praktycznie możliwości dojazdu. Mniej więcej po przejechaniu 100 km samochodem terenowym po wyschniętym dnie morskim, piasek zaczyna się robić coraz bardziej wilgotny. To znak, ze za kilka kilometrów pojawi się lustro wody. Niestety, żaden transport lądowy nie jest w stanie przebrnąć przez coraz bardziej bagienny teren.




Podobne artykuły: