Choć sama nazwa kojarzy nam się z zakrapiana imprezą, nie o tym dziś będzie. Efekt cocktail party możemy podporządkować raczej psychologii i reakcji naszego mózgu na dźwięk naszego imienia. O co chodzi? Przeczytajcie poniżej!

Tłum, zgiełk, Ty zamyślona stoisz w kolejce do kasy albo po ciężkim dniu w pracy wracasz do domu komunikacja miejską. Nagle dochodzi do Ciebie dźwięk Twojego imienia. Odwracasz się, szukasz wzorkiem kogoś, kto mógł Cię wołać, jednak bez powodzenia. Podobnie na imprezie towarzyskiej pochłonięta rozmową z koleżankami, potrafisz „wyłapać” nawet cicho wyszeptane swoje imię. Jak się okazuje, wszyscy jesteśmy silnie „wyczuleni” na dźwięk własnego imienia.


Możemy wytłumaczyć to tym, że nasza uwaga jest selektywna, przepuszcza pewne informacje, mimo że znajdują się one w ignorowanym przez nas kanale i mimo że wokół panuje duży szum informacyjny. Ludzie potrafią szybko ukierunkować uwagę na bodziec, który w danej chwili wydaje im się ważny. Kiedy słyszymy swoje imię, zaczynamy skupiać się na dalszym ciągu czyjejś wypowiedzi, aby wyłapać, czego ona dotyczy.

Efekt ten został nazwany potocznie efektem coctail party, który zainteresował wielu badaczy. Przeprowadzone przez nich badania wykazały, że reagujemy nie tylko na samo imię, ale nawet bardziej „lubimy” te litery, z których się ono składa. Eksperymenty przeprowadzone przez prof. Dolińskiego wykazały, że pierwsze litery imienia wydają się nam „przyjemniejsze” niż te inne litery, które nie występują w naszym imieniu. Jeszcze bardziej zaskakujące są wyniki badań Pelhama, który wykazał, że pierwsze litery imienia mają wpływ na naszą karierę zawodową, a nawet miejsca, w których mieszkamy.



Podobne artykuły: