Śmiało możemy powiedzieć, że opalenizna w środku zimy powoli wychodzi z mody. Polski Związek Solaryjny podaje, że tylko w roku 2010 ok. 30 procent solariów w Polsce zostało zlikwidowanych.

O szkodliwym wpływie opalania w solarium głośno jest już od kilku lat. Do tej pory jednak wielu z nas nie brało sobie tego aż tak do serca. Jak widać do czasu. Dzisiaj Polacy stali się bardziej świadomi ryzyka zachorowania na raka skóry, jakie towarzyszy sztucznemu opalaniu. Jeśli się na nie decydujemy, wybieramy często mniej inwazyjne formy, takie jak np. opalanie natryskowe.


Od 1 kwietnia 2009 powstało nowe rozporządzenie Komisji Europejskiej, opracowane we współpracy z WHO, które mówi o zmniejszeniu promieniowania w urządzeniach opalających do mocy 0,3 wata na metr kwadratowy. Dzięki temu opalanie w solarium ma być bezpieczniejsze. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że przepisem tym objęte są nowo produkowane urządzenia, a nie które są już na rynku. Nie ma w dalszym ciągu obowiązku ich wymiany.

Jak podaje Związek Solaryjny coraz częściej mniejsze punkty oferujące łóżka opalające upadają, na rynku utrzymują się jednak wciąż większe sieciówki, oferujące 6-10 łóżek czy kabiny natryskowe. Punkty te cieszą się cały czas zainteresowaniem zwłaszcza kobiet w wieku od 18 do 24 lat i co czwarta w wieku od 25 do 34 lat korzystała z takiej formy opalania. Zdaniem naukowców z USA popularność solariów w tych grupach wiekowych może wyjaśniać, dlaczego raka skóry coraz częściej diagnozuje się u kobiet przed 40 rokiem życia. Wśród pań w przedziale wiekowym od 35 do 54 lat miłośniczki sztucznej opalenizny stanowiły od 14 do 17%.

Według badań przeprowadzonych przez naukowców w USA zaledwie 13% badanych kobiet i jeszcze mniej mężczyzn uwzględniło rezygnację z opalania w solariach podczas tworzenia subiektywnej listy najistotniejszych kroków, które można podjąć, by zredukować ryzyko czerniaka.



Podobne artykuły: